Z prasy

Artykuł z Fakt.pl z dnia 12.01.2013r

Ostrzeżenia Sanepidu ws. filtrów do wody

Zimna woda zdrowia doda?

Nie każda. I nie zawsze. Ci, którzy w trosce o własne zdrowie fundują sobie filtry do wody, mogą zgotować sobie kłopoty. Sanepid ostrzega, że stosowanie filtrów grozi niedoborem ważnych dla zdrowia minerałów, a nawet zakażeniem groźnymi bakteriami, które zbierają się właśnie na filtrze.

Jednego możemy być pewni: po przepuszczeniu kranówki przez filtr woda będzie oczyszczona do cna. Także z cennych dla zdrowia minerałów. I gdy się jej napijemy, efekt będzie taki, jakbyśmy pili wodę destylowaną. Rzeczywiście czystą, ale bez żadnych wartości. Niektórzy sprzedawcy filtrów, żeby zarobić, demonstrują „magiczne” sztuczki.

Triki sprzedawców

Wystarczy przez pojemnik z wodą przepuścić prąd o odpowiednim natężeniu, by z wody wytrąciły się związki chemiczne, które wyglądają przerażająco. Widząc czarną ciecz, chyba każdy jest zaniepokojony. Wmawia się nam, że filtr do wody zabezpieczy nasz organizm przede wszystkim przed wchłanianiem groźnych dla nas metali ciężkich – opowiada „Faktowi” Bogdan Czapla, kierownik oddziału bezpieczeństwa wody w Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Katowicach. Co więc robić, jeśli mamy wątpliwości, czy woda, która leci z kranu, jest czysta i bezpieczna dla zdrowia? – Niemal w każdym mieście są Powiatowe Stacje Sanitarno–Epidemiologiczne. Wystarczy tam zadzwonić, by uzyskać informacje na temat stanu wody w naszej okolicy – podpowiada Bogdan Czapla.

Wystarczy sitko

A najlepszym filtrem jest zwykłe sitko montowane w kranie. Nie przepuści żadnych okruchów czy brudu z rur, a jednocześnie nie wyjałowi wody z minerałów.

Załączone pliki:

Artykuł z Dziennik Gazeta Prawna z dnia 20.11.2012r

Brudny problem wart miliony euro (artykuł z DGP z dnia 20.11.2012)

Musimy zbudować 100 tys. km kanalizacji do 2015 r.

Polska sieć kanalizacyjna jest ponad dwukrotnie dłuższa niż w 2000 r., a mimo to więcej niż jedna trzecia mieszkańców kraju nie ma do niej dostępu. Jeśli tego nie zmienimy, posypią się kary z Brukseli. Kary liczone w milionach euro.

W ubiegłym roku długość sieci kanalizacyjnej zwiększyła się w Polsce o 10 tys. km do blisko 118 tys. km – wynika z danych GUS. Wydłużyła się więc o ponad 10 proc. w stosunku do roku poprzedniego i jest już nad dwukrotnie dłuższa niż w 2000 r. Największy jej przyrost nastąpił w ubiegłym roku w woj. podkarpackim (o ponad 1365 km) i woj. zachodniopomorskim (o 994,4 km). Natomiast w czterech województwach: wielkopolskim, świętokrzyskim, śląskim i mazowieckim, wydłużyła się o ponad 800 km.

Sieć kanalizacyjna jest jednak wciąż niewystarczająca we wszystkich regionach.

– W przybliżeniu jej długość powinna być podobna do tej, jaką ma sieć wodociągowa – ocenia Mateusz Bogdanowicz z Izby Gospodarczej Wodociągi Polskie. A ta, według GUS, liczy ponad 278 tys. km, choć oczywiście sieć kanalizacyjną powinno się budować tylko tam, gdzie jest to
ekonomicznie uzasadnione.

– Jeśli uwzględni się takie zastrzeżenie, to okazuje się, że brakuje nam jeszcze około 100 tys. km sieci kanalizacyjnej, aby pod tym względem osiągnąć standardy unijne w gospodarce ściekowej – szacuje Zenon Świgoń, rzeczoznawca Polskiego Zrzeszenia Inżynierów i Techników Sanitarnych i ekspert regionalnych programów operacyjnych z listy ministra rozwoju regionalnego.

Realizacja tego celu zajmie nam jeszcze co najmniej 10 lat, jeśli arterie kanalizacyjne będziemy budować w takim tempie jak w ubiegłym roku. Jest to jednak zbyt długi okres. Bo jeśli do końca 2015 r. nie wdrożymy w pełni dyrektywy ściekowej oraz ramowej dyrektywy wodnej, to Bruksela
może nałożyć na nasz kraj kary w wysokości ponad 4 mln euro dziennie – twierdzą uczestnicy V Kongresu Wodociągowców Polskich. To blisko półtora miliarda euro rocznie.

Zaległości będzie trudno nadrobić. – Jeszcze aż ponad tysiąc gmin nie przystąpiło do krajowego programu oczyszczania ścieków komunalnych – podkreśla Świgoń.

Obecnie ponad jedna trzecia ludności Polski nie ma dostępu do sieci kanalizacyjnej, podczas gdy np. w Niemczech czy Austrii aż grubo ponad 90 proc. ludności jest przez taką sieć obsługiwane. Odprowadza się więc u nas dużo nieczystości do przydomowych szamb, które często przeciekają i
niszczą środowisko naturalne. W ubiegłym roku takich zbiorników było w sumie ponad 2,4 mln. Ich liczba jednak spadła w stosunku do roku poprzedniego o 48 tys. Między innymi dlatego że jednocześnie przybyło przydomowych oczyszczalni ścieków. Ich liczba wzrosła o 22 tys., do 103
tys. Jest ich jednak nadal zdecydowanie za mało.

– Aby rozwiązać problem ścieków tam, gdzie nie opłaci się budować zbiorczej sieci kanalizacyjnej, powinno w Polsce funkcjonować 1,5 mln przydomowych oczyszczalni – uważa Świgoń.

Można oczekiwać, że ich liczba będzie nadal rosła, dzięki m.in. finansowemu wsparciu z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Od ubiegłego roku realizuje on program, który umożliwi budowę do 2015 r. 11 tys. przydomowych biologicznych oczyszczalni ścieków. Aby wybudować taką oczyszczalnię, wystarczy tylko 10 proc. wkładu własnego. Natomiast 45 proc. kosztów sfinansuje NFOŚiGW, a na drugie 45 proc. zostanie udzielona nisko oprocentowana pożyczka. Ponadto fundusz wspiera też finansowo budowę podłączeń budynków do sieci kanalizacyjnych. A łącznie na realizację tego programu zarezerwowano 300 mln zł.